Coraz ciężej z motywacją. I tak zawsze była ona wynikiem kogoś innego, nie mnie samego. Coraz gorzej odbieram wszystko co się dzieje dookoła. Przeżarty jestem informacjami dopływającymi do mojej głowy. To jak wieloletnie wymywanie koryta rzeki woda na zakręcie, coraz mniej tam roślin. Nie da się tych informacji ograniczyć, a jeśli nawet przy dobrych warunkach mi się to udaje, zaczynam sam generować sobie potop myśli. I tak w kółko nie mogę spać, a raczej zasnąć. Rano spać mogę do wieczora, bo nie chce znów i znów się starać dopasować do wszystkiego. Dzień w dzień ten sam teatrzyk.
Gdzie to wszystko prowadzi? Kiedy ludzie w końcu opamiętają się z tym pochłanianiem pustej informacji, aplikacji, komentarzy czy ogólnie wszystkiego. Nie czuje swojego życia tak jak bym chciał. Nie chodzi o to co robie, ale jak sie ogólnie czuję. Brakuje mi uproszczenia, kolosalnego uspokojenia. Śpiączki bądź uśpienia myśli. Cztery zwykłe ściany, jedno okno, drzwi, stół, krzesło, zwykła drewniana podłoga, wszystko zwykłe, proste i cisza. Banalny widok za oknem, niech będzie to płaska łąka. Nuda i pustka, tak tego będę szukał. Wyobraź teraz sobie swój dom, pokój jako swoje zasypane śmieciami/czynnościami życie. Ile rzeczy robimy, nie wiedząc czy musimy je robić, ile z nich robimy kompletnie się nie zastanawiając, a przecież każda czynność to czas jedna z nielicznych rzeczy, której nie odzyskamy spowrotem. Setki drobnych obrazów, dźwięków, mini obowiązków pożera nasz czas dajac nam złudzenie poczucia, że żyjemy. Żyjemy bo każda czynność daje nam złudne poczucie, ze dało to jakis efekt, że przyniosło nam to coś. Ale co dokładnie korzyść? Jaką? Po co nam ta korzyść? Jedna rzecz za druga, domino które w sprytny sposób zastępuje nam w głowie minioną rzecz tą nowa lepszą, większą, szybszą, mocniejszą, jeszcze bardziej fałszywą. Nie ma już na nikogo z nas szansy, żeby dojść do siebie samego. Pominę nawet wielkim łukiem motywację posiadania, którą jak widzę kieruje się niestety większość ludzi w tym parciu na maksa. Dlaczego nie można na przykład pracować tylko tyle, żeby było na jedzenie? Nie można bo dokoła te tysiące informacji każą nam brać więcej niż tylko to co nam na prawdę do przeżycia jest potrzebne. Świat, który już ma problemy z chińską nadprodukcja, przyciska nas do muru a reklamy nie tylko polecają a podświadomie sugerują, nakazują czy wręcz straszą, że ta “promocja tylko do jutra” albo “tylko z tym unikniesz tego” itp. Ale strasznie płytko się zagalopowałem tutaj. Wiadomo chyba o co chodzi i ta ścieżkę pominę.
(pomine tez pisanie z polskimi znaczkami, bez wzgledu na to kto i co sobie pomysli w zwiazku z tym)
Moze pierdole bez sensu a moze nie. Ale pisze i z kazdym wywalonym zdaniem czuje sie minimalnie lepiej. ALe po co chce sie czuc lepiej? Dla siebie? Nie wszyscy dookola trabia badz pozytywny, rzygam ta bierna plytka i wymuszona pozytywnoscia. Cholernie mnie meczy i irytuje wiele rzeczy. Ich ogrom mnie przerasta tak bardzo, ze coraz bardziej watpie w odnalezienie spokoju nawet w moim wymarzonym prostym pokoju… Wwierca sie w moja glowe tak wiele anomalii codziennych, ze w sumie odechciewa mi sie nawet pisac. Gdybym mogl sie podlaczyc kazdego wieczoru gdy nie moge zasnac przez rozmyslanie i przelac to (wylac) z siebie, a raczej zalac tym czyms jakis kanion pelen odpadow, zeby sie to wszystko wzajemnie przezarlo… Sam siedze jak taki kretyn i przed komputerem i przed tym calym zajebistym swiadem na ekranie. Sam sie daje wciagnac w te rozne badziewia. Nie jestem idealny, nie jestes w stanie wierzac w swoje mysli stanac dokladnie przeciwko wszystkiemu. Czlowiek, kazdy bez wyjatku jest slaby, ja jestem slaby i tchorzliwy. Gdybym nie byl, wielu “normalnych” ludzi mialo by weselsze zycie. Ale powoli sie ucze, powoli sie ucze i bede sie oddalal o ile starczy mi cierpliwosci na tak cholerne powolne oddalenie sie. Moj plan ktory ciagle sie zmienia, ewoluuje, tak na prawde ma gdzies cel ktory jest staly. Staly jak cisza kamienia. A plan musi sie zmieniac, dopasowujac sie do wszystkich tylko nie do siebie, jakims drugim torem rownolegle przesuwa sie do przodu ku celowi. Znawcy moze to nazwa podswiadomie? To wtedy ludzie, nie rozumieja dlaczego w ogole hce mi sie wyciagac takie rzeczy na zewnatrz. Po co? Nie latwiej wyrzucic sloik ze splesniala zawartoscia niz go umyc? Nie daleko odbiegne metafora, piszac, ze kiedys ludzie starali sie umyc kazdy sloik, teraz tak jak prawdziwe rzeczy wyrzuca sie wszystko z nadzieja kolejnego klocka w dominie myslenia.
Ludzie… ciagle zawsze i wszedzie ta jebana konkurencja. Dziekuje Ci Tato, ze mowiles mi cale dziecinstwo “dorownuj najlepszym a nie gorszym” albo “staraj sie ich dogonic”… Jaki to klasyk, cala cholerna Polska tak byla wychowywana w pogoni by udowodnic, by pokazac. A gdzie sie podzialo “badz soba” albo “daj sobie czas i znajdz siebie” albo chociaz przynajmniej to co chcesz robic. Taki banal jak w kolko powtarzane przez politykow od kad tylko pamietam, ze “my zrobimy tak, ze bedzie lepiej”. Ten sam Tata, ktory mnie motywowal pod presja zebym byl najlpeszy, oj przepraszam lepszy od innych, sam niecierpi ludzi. Kto by pomyslal ile w tych genach jednak przechodzi. Sam bedac w milionach tematow konserwatysta, zorientowal sie, ze sama inteligencja nie da sie utrzymac innych pod kontrola. Trzeba jeszcze cisnac, pchac sie na przod, dusic ile sie da! No przeciez w taki ladny cyrk nas wpakowano. Konkurencja we wszystkim, czasem tylko przykryta czesto komercyjnym pozytywizmem i troche oddmienna taktyka zaistnienia w otoczeniu, czyli jestem dobry do szpiku kosci tak bardzo zycze wszystkim, zeby mieli jak najlepiej. Na kazdym kroku w kazdym miejscu porownywanie. Sami sie porownujemy do siebie z dnia poprzedniego, sami siebie potrafimy wpedzic w konkurencje. Gonimy swoj obraz, ktory znow rodzice nam wyjasniali jako “ambicja” Smieszy mnie gdy ktos wymysla inne nazwy na prosta rywalizacje samic i samcow. Ja nie chce nic wiedziec, nie chce slyszec, nie chce czesto byc. Czuje wielki ciezar, z wielu stron mi duszno. Dusze sie tym calym byciem normalnym. Tym staraniem sie, od malego moim wytresowana zdolnoscia bylo “nie zawiezc”. Jednak im bardziej stawalem sie samodzielny tym wiece osob zawiodlem i co ciekawe nie te, ktore tak na prawde malo znaczyly w moim zyciu ale te ktore probowalem “pokochac”. Oto ja, ten ktory pokaze Ci wszelkie rodzaje sarkazmu, powierzchownosci, chamstwa, ignorancji… wystarczy mnie tylko dopuscic blizej siebie i pozwolic myslec, ze jestes kims blizszym od reszty mrowiska. Ale w czym problem? Nie spelniam swojej roli znakomicie? Pracuje, nie krzywdzi nikogo, nie ćpa, stara sie pracowac nad swoim pojebanym charakterem codziennym. Morde ma tylko niewyparzona i nie potrafi najpierw policzyc do dziesieciu. Znow nie wiem po co sie obronie, ze ktos mnie krzywdzil bez liczenia i wiele lat zajelo zanim sam to zobaczyl. Teraz to mozna liczyc i liczyc. Ja chyba po prostu na prawde mam dosc, nie wiem jak bardziej i mocniej to obcjac czego mam dosc? Tego dopasowywania sie do ogolnie przyjetych ram, nie tylko bycia normalnym w otoczeniu. Jak mam sie czuc soba w tym czy innym otoczeniu, a probowalem juz kilka. Tak tchorz, bardzo zaluje, ze jedyne na co mnie stac to pierdolenie w ta klawiature. Ale czy da sie inaczej? A co jesli ja nie wiem jak juz byc soba? A co jesli w mojej teorii bycia soba nie da sie przezyc dluzej niz miesiac… A co jesli by sie okazalo, ze moje poszukiwania siebie dalej beda krzywdzily innych lub jesli sie okaze, ze “kurwa Tomek daj se na luz, jebnij browara wyluzuj” i dodam jeszcze od siebie stan sie kretynem.
Jak wyjasnic innym z sensem, tak zeby chociaz sprobowali to rozwazyc, ze chyba nie potrafie tak na prawde zyc wsrod innych. Im jestem starszy tym wyrazniej to widze, krok krok w slady madrego Taty “jak mu sie nie podoba moje towarzystwo niech wypierdala, mi on do zycia nie jest potrzebny”. Ale z drugiej strony, kiedy ja staram sie, zeby Ci wszyscy naokolo byli mi jakos potrzebni, to kosztuje mnie bardzo duzo zdrowia, zdrowia psychicznego. Tyle energii trace na tlumienie w sobie tej ogromnej irytacji wszystkimi. Nie, ja nie chce nikogo zmieniac ani zle oceniac. Nie jest to podejscie na zasadzie konkurencyjnosci w swiecie. To po prostu ja, ja nie radze sobie z akceptacja ludzi takimi jacy sa. Nawet chwytajac sie najbardziej logicznych zalozen jak np statystyka, to tak czy inaczej wychodzi, ze to ja jestem chory. Czy nie chce sie wiec wylaczyc? Chce, ale jak? Jak sie wylaczyc, odlaczyc od wszystkiego bez problemow i skrzywdzenia innych. Niby takie proste. Piszac to mam skonczone 36 lat i widze bezsens we wszystkim, w zasadzie kiedy dopisuje tu kilka wersow, to bede konczyl 37. Mimo to pcham na przod, cisne tylko dlatego, ze po raz ostatni postanowilem uwierzyc, ze jakos da sie zyc z ta jedna jedyna osoba. Po raz kolejny wpakowalem sie w cos tak na prawde bez gwarancji. Ale jak na takie rzeczy miec gwarancje, albo z drugiej strony jak sie nie pakowac w takie rzeczy jak nie na calosc. Jaki jest sens prob na pol gwizdka. Cos jednak jest inaczej, mimo oddania sie znow na calego z moim charakterem, nie obawiam sie zadnego kierunku czy zakonczenia. Co jest jeszcze dziwnego, jak w niewielu tematach, kompletnie nie ma na mnie wplywu to, co o tej mojej “ostatniej jak wierze” probie sadza inni? Zgadza sie, “co masz Tomek napisac, gdy ona jest 17 lat mlodsza od Ciebie”… Ja moge tylko odpowiedziec, ze moze wlasnie to jest zloty i genialny srodek! Moze wlasnie to jest jedyna osoba, ktora potrafi patrzec przez okno w ciszy na “nudna” lake.
Mimo tej cudownej osoby, nadal niestety widze calosc z szerszej perspektywy bardzo slabo. Staram sie kazdego ranka ubierac te wzmacniajace optymizm okulary, ktore w moim przypadku sa tak ciemne, ze regularnie uderzam glowa w sciane. Pozwol mi swiecie znalezc sie w tych czterech scianach, kiedys… Bez niczego, bez wiedzy jaka mam. Nie chce wiedziec tego co wiem. Nic nie chce wiedziec, chce poczuc czysta radosc z zafascynowania jak wiatr uklada trawe na tej lace. Chce wiedziec nic, miec wolna glowe. Nie potrafie sie juz od bardzo dawna cieszyc malymi rzeczami, Ty potrafisz? na prawde? zapytam jeszcze raz, kiedy ostatni raz czulas/czules sie dziecinnie radosny w glebi siebie, ze rozrywalo Cie i byles zgubiony nie wiedzac jak ta radosc wylaldowac? I nie mam tutaj na mysli stanu po 4 kreskach… Wszelkie slogany i madrosci o czerpaniu radosci z zycia brzmia jak groteska, jak wielki jeden zart. Jakby ktos zza weneckiego lustra patrzyl na mnie i czekal az “wybuchne radoscia”. Wszytskie te codzienne ludzkie sprawy, problemiki, zamyslenia, denne rozmowki, gadanie bo za cicho jest… Jak mnie ta drobnica doprowadza do szalu. Dlaczego gdy siedzi kilku ludzi i jest cisza uwaza sie to za dziwne? Jak chomik, ktory przez cale swoje krotkie niewolnicze zycie stara sie pokonac malymi zebami metalowe druty klatki. Tyle tylko, ze ja gryze w druga strone, nie chce byc ze wszystkimi, nie chce byc na takie wolnosci, kiedy to tylko kilka godzin w tygodniu moge na prawde zadecydowac, sam z wewnetrznej potrzeby, co robic. Ciezko mi sie oddycha, nie potrafie sie juz dluzej dostosowywac. Tak na prawde to mam problem z opisaniem jak sie czuje, jak zyje. Czy zyje? Tyle tu na klepalem i szczerze watpie czy ktos by to sprobowal rozgryzc. Jak na razie dwoch psychologow odpadlo a co dopiero ludzie, ktorzy lubia problemy ale tylko w serialach i tylko jak wiedza, ze sie dobrze rozwiaza…. Czy tylko spelniam misje, zeby nie zawiesc nikogo. Czy ja na prawde jestem tak wypaczony, ze nie potrafie czuc sie luzno i swobodnie w tym swiecie?Ale z drugiej strony, mimo tej wewnetrznej irytacji, ciagle lapie sie na te podstepne haczyki. Chwilowe zawirowanie w glowie, niby zainteresowanie i nagle smiech.
Ile rzeczy ludzie tak na prawde robia z powodu siebie, czyli ile rzeczy by nie robili gdyby o nich nie wiedzieli. Bez sensu zdanie, tak i nie. Nie mam tutaj a mysli egoizmu, chociaz to chyba najprostrza metoda zgubienia siebie, myslac, ze robimy to czy tamto dla siebie bo inni tak maja i jest im lepiej. Jak mozna powiedziec, ze zyjemy jak chcemy? A moze zyjemy, bo tak jest dookola przyjete, ze tak i tak jest dobrze i tak sie trzmaj. Tak na prawde nie mozemy zyc jak chcemy, nie mamy wyboru musimy walczyc o dach i jedzenie. To taki podstawowy przymus, ale jest ich wiecej i sa banalne. Ile osob na sto zapytanych odpowie, ze zyje dokladnie tak jakby chcialo? Nie zle zadalem pytanie, powinienem zapytac “co bys zrobil/a po wygraniu pierdylion bzylionow?” Ale wracajac tylko do jedzenia, ostatecznie jedynego musu, czy zasady tej walki sa w porządku? Czy jest sprawiedliwe, to ile Ty czy on musi naginac swoją zyciowa wolnosc, zeby zapewnic sobie chociazby jedzenie? Chyba nie bede sie tutaj rozkrecal, bo za tym stoja kolosalne tematy jak polityka, gospodarka itd itp. Bede szczesliwy w moich zwyklych czterech scianach ze zwyklym stolem, krzeslem i zwyklym chlebem z cebula lub czymkolwiek prostym aby nie byc glodnym. Wierze, ze moge tak byc szczesliwszy nie martwiac sie, czy mi zabraknie chleba od tych co cisna na sile i moga jesc cokolwiek przyjdzie im do glowy. Nie byc glodnym i spokojnie rowno oddychac…
Mania mienia i posiadania. Nie bylo to tak dawno gdy z fazy splacania przeszedlem w faze zaspokajania zainteresowan, gdy nagle wpadlem w faze 5-cio sekundowego uswiadamiania sobie, ze to mi nie jest potrzebne, ze nie bede mial z tego radosci czy podniecenia. Nie chce nic, materialnego i to tak proste marzenie, ze nawet czasem w tej popapranej glowie zazdroscilem skazanym na dozywocie. Ja chce spokoju i czasu. Nie potrzebuje kontaktow z ludzmi, kontakty z ludzmi po ostatecznym rozrachunku wiecej nam odbieraja na rozne sposoby. I nie chodzi tylko o to “czego oczy nie widza, tego… itd.” Odbieraja nam nie tylko wolnosc, ale przytrzymuja nas w gonitwie. Jesli mam kontakty z ludzmi, kazdego dnia wpadamy w dziesiatki pulapek, ktore na nas wplywaja. Ktorym ulegamy, nasladujemy, probujemy i udajemy lepszych tracac czas. Nie mowie o tych ktorych kochamy, cokolwie to znaczy. Tego pomimo kilkunastu zwiazkow nie udalo mi sie rozgryzc, i znow fachowcy Ci, “chlopie, jak czegos nie mozesz rozgryzc to to olej, po cholere sie meczysz”. To powiedz mi fachowcu “od ludzi”, ktora czesc w glowie jest za to nad programowe myslenie odpowiedzialna to ja sobie wytne. Milosc i Ci, ktorych kochamy, albo raczej Ci, ktorych odejscia nie chcemy. Ale to inny temat, ktorego pewnie do konca zycia nie rozgryze calkowicie. Wierze, ze im mniej wiemy tym lepiej sie czujemy. Dlaczego jednak wszyscy chca wiedziec, albo inaczej dlaczego w tych czasach jest takie parcie na “dzielenie sie” nie tylko informacjami, ale calym zyciem prywatnym. Ja nie chce nic wiedziec o nikim i nie chce aby ktokolwiek wiedzial o mnie. Latwo sie mowi, gorzej wychodzi praktyka. Ale malo ludzi wie, ze pierwsze konto na Facebook’u mialem na poczatku 2007 roku, kiedy po 6 miesiacach je skasowalem, bo niezbyt glebokiej analizie. Te prostackie pulapki socjologiczne mnie tez wciagaja. Znow tam jestem, bo uzyje skrotu “cisne na przod jak kon z klapklami na oczach”. Mam nadzieje, ze uda mi sie wyprostowac wszystko wkrotce tak jak bym chcial.
Prostota. Nie czuje, zeby mi starczylo sily. Sam sie zaskakuje jakie mysli i opcje przelatuja mi przez glowe gdy motam sie o 4 czy 5-tej na ranem w srodku tygodnia. Zaczynam zwykle prosto “po co?” potem szukam powodow, im szybciej je znajduje tym latwiej je obalam. To troche jak isc caly czas w jednym kierunku, bez jedzenia, cieplego ubrania i na boso gdy im bardziej slabiej sie czujesz tym latwiej sie przekonujesz, ze to juz nie tak daleko…